Decyzje finansowe w małżeństwie odgrywają kluczową rolę dla zdrowia związku. Sposób, w jaki zarządzamy naszymi pieniędzmi, może nas zjednoczyć w wspólnych celach lub podzielić w różnicach zdań. Dlatego zrozumienie korzyści i pułapek związanych z połączeniem lub rozdzieleniem finansów jest niezbędne. Odp: Finanse w małżeństwie. My mamy wspólne pieniądze i nie wyobrażam sobie żebyśmy mogli liczyć się po połowie,składać, czy jak to tam nazywać. Ale my od początku chcieliśmy tego samego i to jest dla nas najprostsze rozwiązanie. Jak któreś z nas ma jakąś potrzebę to po prostu sobie to kupuje z naszych pieniędzy. Witam. Mam wszelkie powody sądzić, że mój syn (30 lat), który ożenił się w zeszłym roku jest ofiarą przemocy psychicznej. On od czasu skończenia studiów mieszka w innym mieście i widujemy się kilka razy do roku, ale zawsze miałam z nim dobry kontakt i często rozmawialiśmy telefonicznie, pisalismy Pieniądze w małżeństwie to coraz rzadziej temat tabu i obecnie niemało par decyduje się zachować swoje odrębne majątki, ze względu na wyłączne zachowanie własnego dorobku lub na ryzyko prowadzenia własnego biznesu. Czy jednak podpisanie intercyzy może przeszkodzić w zaciągnięciu wspólnego kredytu? Wyjaśniamy. Zastanawiam się ostatnio jak gospodarować pieniędzmi w małżeństwie- jedno konto? a może dwa? wszystko oddawać do wspólnej kasy, czy tylko część, a może pomysł z tzw. kieszonkowym ;)? Co prawda w stanie tzw związanym jestem już drugi rok, ale dopiero teraz ustabilizowała się sytuacja w pracy i możemy się w Nie proś męża o pieniądze, nigdy tego nie rób! Żyj tak żeby Ci kasy wystarczyło. Nie kupuj dzieciom np. zabawek i czegoś ekstra jak ledwo wystarcza na Twoje potrzeby (inne rzeczy kupuj takie na jakie Ciebie stać a nie męża) i otwarcie tłumacz dzieciom, że nie każdy może sobie w życiu pozwolić na luksusy. . „Proszę, wracaj do domu" - powiedział, kończąc łzawą rozmowę, którą odbyliśmy podczas pierwszego tygodnia po moim mu, że to nie będzie takie łatwe, bo sprzedaliśmy nasze mieszkanie, sądząc, że zostaniemy w Azji przez trzy lata."Wracaj. Proszę"- tygodnie później, gdy straciłam już wszelką nadzieję na ocalenie naszego małżeństwa, stałam pochylona przy ladzie Singapur Airlines, tak jak wszyscy inni wokół mnie, zmierzający dokądś w jakimś celu lub wyjeżdżający od kogoś. Miałam problem ze skupieniem się na tym, co się działo. W jednej ręce trzymałam dwa paszporty, a w drugiej plik banknotów, wyciągniętych z zasobnego portfela. Postękując, wepchnęłam je do kieszeni, wzięłam mojego syna na ręce i stanęłam przed mężem. Przytulić się? Pocałować? Nasze ciała jakoś nie potrafiły wyrazić: żegnaj. Wymamrotałam, że zadzwonię z San Francisco, gdy dotrę do domu mojej przyjaciółki Sue, i ruszyłam w dół do przejścia prowadzącego do samolotu, ciągnąc za sobą swoje zdezorientowane było piętnaście studolarowych banknotów. Właśnie rozsypało się moje małżeństwo, straciłam dom i miałam tysiąc pięćset to książka o pieniądzach, nie będę się zbytnio zagłębiać w część o rozpadzie małżeństwa. Powiem tylko, że pieniądze nie były moim głównym zmartwieniem, gdy przelatywałam trzydzieści pięć tysięcy stóp nad Guam, w samolocie zmierzającym do Stanów. Ale pomijając kwestię zawodu miłosnego, naprawdę miałam o czym myśleć: moim towarzyszem był czterolatek, byłam bezrobotna, nie miałam żadnego miejsca, które mogłabym nazwać domem, a każdy drobiazg, jaki posiadałam, znajdował się w zapieczętowanym kontenerze na ogromnym statku towarowym płynącym do Azji przez Kanał pamiętam, zawsze tkwił we mnie jakiś chroniczny niepokój, że właśnie coś podobnego może się wydarzyć. Że utracę oparcie finansowe i skończę, szukając noclegowni dla bezdomnych i pchając przed sobą po ulicy wózek na zakupy. W gruncie rzeczy, to nie był racjonalny lęk. Urodziłam się bowiem w dość zamożnej rodzinie, jako dziewczyna z wszelkimi przywilejami, doświadczeniami i możliwościami, które ci się należą, jeśli należysz do Klubu Państwa Dobrze Zarabiających - tak więc szansę na to, że nie wypadnę z górnych czy dolnych granic tej grupy społeczeństwa były spore (no i jeszcze to, że w chwilach rozsądku wiedziałam, że mój były mąż nie był złym mężczyzną, tylko po prostu był nieszczęśliwy w małżeństwie i że nie pozwoliłby na to, byśmy ja i jego syn poszli z torbami). Ale ta świadomość nie powstrzymywała we mnie uczucia niepokoju, że pewnego dnia, bez ostrzeżenia, mogę nagle utracić to poczucie bezpieczeństwa w moim przyjemnym życiu i - nawet jeśli nie oznaczałoby to popadnięcia w ubóstwo -jakość mojego życia tak spadnie, że nie będę w stanie tego znieść. Te natrętne lęki dręczyły mnie przez lata ekonomicznej niezależności i budziły regularnie o godzinie 4:00 rano, przybierały postać żalu z powodu niepotrzebnego impulsywnego zakupu, który z pewnością był pierwszym krokiem na stromej ścieżce prowadzącej do całkowitej tak, pewnego dnia, całkiem niespodziewanie, moje najgorsze lęki stały się rzeczywistością. Bez żadnego ostrzeżenia rozpadło się moje małżeństwo, a wraz z nim utraciłam poczucie finansowego bezpieczeństwa. A przecież zdałam się w kwestiach ekonomicznych na mojego męża (i bynajmniej się nie opierałam).Teraz on i wszystkie nasze aktywa oddalały się z prędkością pięciuset mil na godzinę. Ta jedna sprawa była dla mnie jasna: nie odbuduję już naszego oto kwestia, która nie była już tak jasna: z czego będę żyła?....Dawno temu, i nie w pełni świadomie, Liz Perle zawarła z pieniędzmi cichą umowę: postanowiła, że zrobi wszystko, co trzeba, by je zdobyć – będzie ciężko pracować i dobrze wyjdzie za mąż – ale w zamian nie będzie musiała zbyt wiele o nich myśleć. W czasach, gdy była jeszcze dziewczynką, temat pieniędzy był pomijany milczeniem, niczym coś, co skrywa się w cieniu. Umniejszano ich znaczenie, a rozmowy na ich temat uważano za niestosowne. Jednak w ostatecznym rozrachunku Liz Perle musiała zapłacić wysoką cenę za takie celowe odsuwanie od siebie tych spraw. Niespodziewanie jej losy odwróciły się, i została bez domu, bez pracy, ze swoim czteroletnim synkiem i pudłem pełnym zabawek. Uświadomiła sobie, że nie stać ją już na to, by nie przyjrzeć się dokładnie własnemu niejasnemu i przesiąkniętemu niepokojem podejściu do pieniędzy. Gdy Perle uporządkowała swoje życie osobiste i zawodowe, odkryła, że niemal wszystkie kobiety, które zna, podzielają jej ambiwalentne uczucia związane z pieniędzmi. Pieniądze mają wpływ na ich związki z rodzicami, kochankami, mężami, dziećmi, przyjaciółmi, współpracownikami oraz z całym otoczeniem. Wiele kobiet zaakceptowało też nieskuteczny kodeks dyskrecji, za który przyszło im zapłacić wysoką cenę w postaci niższych pensji oraz utraty niezależności i wielu możliwości. W książce Kobieta i Pieniądze Liz Perle próbuje przełamać ten mur milczenia, dodając swoją własną historię do anegdot i spostrzeżeń psychologów, badaczy i ponad dwustu „zwykłych kobiet”. Okazało się, że gdy tematem rozmowy są pieniądze, większość kobiet potrzebuje pozwolenia, by móc o tym mówić. Perle odkryła, że gdy opowiadała innym kobietom o własnych lękach i uczuciach, one również zaczynały mówić o swoich problemach. Efektem tych doświadczeń jest wnikliwe i bezkompromisowe spojrzenie na subtelny i zarazem potężny wpływ, jaki pieniądze wywierają na każdy aspekt naszego stron: 288Oprawa: broszurowa Kto lubi martwić się o pieniądze? Chyba nikt. Nic dziwnego, że dla przyzwoitego wynagrodzenia jedno z was bierze posadę na drugim końcu Polski, albo za granicą. Na wspólne życie pozostają co najwyżej weekendy. Czy tak popularne ostatnio związki na odległość mają szansę na przetrwanie? Na co uważać i jak zorganizować życie, by twoja rodzina nie ucierpiała? Zdania na temat związków na odległość są podzielone. Niektórzy uważają, że taki układ jest korzystny dla par z wieloletnim stażem, jako lekarstwo na nudę, czy nawarstwiające się nieporozumienia. Jest w tym trochę prawdy. W trakcie krótkich rozstań rzeczywiście macie szansę spojrzeć z innej perspektywy na wasze problemach, poszukać rozwiązań, zatęsknić za sobą. Lecz uciekając w przedłużającą się rozłąkę nie uratujesz małżeństwa, a problemy, o których chcieliście zapomnieć, powrócą ze zdwojoną siłą, kiedy znów zamieszkacie na stałe razem. Dla kochającej się pary dzielące kilometry oznaczają zazwyczaj tęsknotę, zazdrość, samotne zmaganie się z kłopotami codzienności, a nierzadko też żal do partnera, że nas z tym wszystkim zostawił. Psychologowie przewidują, że większości związków na odległość nie jest w stanie przetrwać dłużej niż trzy lata. Jeśli choć jeden z partnerów bardzo cierpi z powodu rozłąki, warto zastanowić się nad zmianą trybu życia. Pieniądze nie rozwieją widma nadchodzącego kryzysu. Ucz się tolerancji Utrzymanie związku na odległość wymaga od obojga dużego wysiłku. Cierpliwość i tolerancja to najważniejsze cechy, które warto pielęgnować. kiedy on nie odbiera słuchawki, zaczynasz snuć podejrzenia. Może jest teraz z kimś…? To zrozumiałe, że czujesz zazdrość, ale bezustanne wydzwanianie i śledzenie partnera to początek nieporozumień. Lepiej ustalcie stałą godzinę kontaktów telefonicznych i ich ilość w tygodniu. pewnie wciąż za nim tęsknisz i kiedy wraca na weekend chcesz z nim spędzić każdą wolną chwilę? Ale kurczowe trzymanie się jego ramienia może okazać się dla niego uciążliwe. Nie rób mu wyrzutów, jeśli podczas powrotów potrzebuje chwili spokoju. Pamiętaj, że jego codzienność jest nieco mniej hałaśliwa i dynamiczna niż weekendy z rodziną, od których nieco odwykł. Pozwól mu w niedzielny poranek posiedzieć dłużej nad gazetą, a nawet pojechać na ryby, jeśli od czasu do czasu ma na to ochotę. Nie odgradzaj go od zajęć, czy hobby, które go pasjonowały przed wyjazdem. Przydziel mu obowiązki Nieobecny na co dzień mąż i tata twoich dzieci to wciąż pełnoprawny członek rodziny, powinnaś więc przydzielać mu obowiązki do wypełnienia. To utwierdzi go w przekonaniu, że jest niezastąpiony i ważny. pozostaw mu np. wypisywanie urzędowych druków, pism, czy robienie opłat. Takie sprawy nie wymagają obecności na miejscu. kiedy wraca do domu, poproś o pomoc w naprawieniu kranu, czy innej drobnej usterki. Ale nie zarzucaj go obowiązkami, z którymi ty nie dałaś sobie rady, bo powroty do domu będą mu się kojarzyły z drugim etatem pracy. angażuj go w weekendową opiekę nad dziećmi, np. kąpanie, czytanie bajek na dobranoc, czy pomaganie pociechom w odrabianiu lekcji. Nie możesz przecież pozwolić, by wyszedł z wprawy jako tata. W ten sposób zapewni sobie u dzieci autorytet. wybierzcie się w weekend na wspólne zakupy dla domu. Poproś go, aby dopisał do listy zakupów te rzeczy, które wydają mu się niezbędne czy ważne. Wspólne kupowanie to okazja do współpracy, a jemu z pewnością spodoba się fakt, że liczysz się z nim w kwestii wydawania pieniędzy, na które tak ciężko pracuje. Zadbaj o bliskość i bezpieczeństwo w związku Utrzymanie dobrego kontaktu z partnerem mimo dzielących kilometrów to test waszej miłości, ale i umiejętności komunikacyjnych. Oto sprawdzone rady: nie oszczędzajcie na telefonach. To najlepsza inwestycja, aby wasz związek przetrwał. Wykup pakiet tanich rozmów wieczorami, lub z konkretnym numerem, które oferuje wiele sieci telefonicznych. Częste rozmowy (co najmniej dwa, trzy razy w tygodniu) pomogą wam być blisko siebie, mimo dzielących kilometrów. Pamiętaj, żeby podczas każdej rozmowy dzieci zamieniły z tatą przynajmniej parę słów. rozmawiaj o problemach, z którymi się zmagasz pod nieobecność partnera- od plamy na dywanie po kłopoty z dziećmi. Chroniąc go przed złymi wieściami narażasz siebie i wasz związek na tarapaty. No bo przecież, kiedy w końcu wróci na stałe do domu przekona się, że wspólne życie to nie tylko przyjemności i może się poczuć rozczarowany. Poza tym, jeśli sobie ponarzekasz- zrzucisz z siebie połowę ciężaru i łatwiej poradzisz sobie z kolejnymi niedogodnościami. nie odkładaj na później żalów i pretensji do partnera, jeśli się tylko pojawią. Być może uważasz, że powinnaś oszczędzić mu wyrzutów, bo on poświęca się dla rodziny? Złości nie oszukasz. Jeśli będziesz ją tłumiła w sobie, eksploduje w najmniej oczekiwanym momencie ze zdwojoną siłą. Kłótnie to nierozłączna część każdego związku. Tego na odległość także. o czym rozmawiać przez telefon? Szczebiotanie i czułe słówka to niekoniecznie tylko to, co on chce usłyszeć. Niektórzy uważają, że koszty rozmów są zbyt wysokie, by rozmawiać o błahych sprawach- plotkach, sprawach znajomych, wydarzeniach w twojej pracy. To błąd; zachowaj wszelkie pozory normalności i rozmawiaj o wszystkim, na co masz ochotę. Dowiedz się jednak jak dawka takich informacji partnera interesuje, co dla niego jest zabawne. Jeśli zdawkowo pomrukuje- możesz być pewna, że nieco przesadziłaś np. z opowieściami o dolegliwościach sąsiadki, czy wyczynach waszego psa. pewnie masz ochotę, aby podczas jego powrotu nadrobić zaległości towarzyskie, więc niemożliwie zapełniasz grafik atrakcjami rozrywkowymi; spotkanie u teściów, potem kolacja ze znajomymi, przydałoby się jeszcze kino… i jesteście tak wyczerpani, a czasem i zestresowani, że z relaksu nici. Spokojnie, nie wszystko naraz. Postaw raczej na spędzanie czasu w gronie waszej rodziny. pytaj go często o to, jak spędza czas poza domem, z kim się przyjaźni, czym się martwi, a co go cieszy. Kiedy dzwoni, zapytaj: „jak ci minął dzień, kochanie?” Chociaż zazwyczaj on nie ma wiele do opowiadania, będzie mu miło, że interesujesz się jego samopoczuciem, że martwisz się o niego. Męskim okiem: czego boją się mężczyźni? Grzegorz, 36. Jako operator sprzętu budowlanego często wyjeżdżam na kilka tygodni na kontrakty w różne strony Polski. Wtedy widuję się z rodziną co tydzień, dwa. Czego się boję? Że kiedy moja żona będzie potrzebowała pomocy, mnie przy niej nie będzie i wyręczy mnie jakiś życzliwy sąsiad. A co, jeśli okaże się w czymś lepszy ode mnie? Może jej to zaimponuje? Mam podobne obawy jak marynarze, którzy zostawiają swoje żony wyjeżdżając w rejs, a one, hmmm… różnie bywa z ich wiernością. Nie wyobrażam sobie odwrotnej sytuacji, kiedy to żona opuszcza dom za pracą. Bałbym się, że nie poradziłbym sobie rady z wychowywaniem dzieci i obowiązkami prowadzenia domu, a także opinii pantoflarza wśród znajomych. Może żona odzwyczaiłaby się od tych uciążliwych zajęć i traktowała mnie po powrocie jak pomoc domową? Wolę tradycyjny podział obowiązków. Statystyki: źródło ankieta WOMAN Jakie są złe strony miłości na odległość? Brakuje mi czułości na co dzień 93% Prowadzenie dwóch gospodarstw jest za drogie 91% Boję się, że każde z nas zacznie żyć swoim życiem 69% Odczuwam brak wsparcia w codziennych sprawach ze strony partnera 42 % Tęsknię i jestem zazdrosna 47% Jakie są dobre strony miłości na odległość? Mogę się intensywniej poświęcić karierze czy zarabianiu pieniędzy 74% Mam więcej czasu dla siebie 62% Mogę robić to, co mojemu partnerowi nigdy nie sprawiało przyjemności 39% Seks z partnerem jest o wiele bardziej ekscytujący niż kiedyś 34% Warto, żeby Pan rozmawiał z żona o swoich potrzebach, oczekiwaniach, pytał ją o to samo. By Państwo razem wypracowywali zasady wspólnego życia, interesowali się sobą nawzajem, okazywali emocje. Dyskusja jest często droga do stworzenia nowego porządku, który będzie bliższy oczekiwaniom obydwu stron. Jeśli nie mówimy partnerowi co czujemy, czego od niego oczekujemy, zmniejszamy swoje szanse, na to, że to zostanie spełnione. Trudności w komunikacji, domyślanie się zamiast jasnego powiedzenia czego się potrzebuje i oczekuje często rodzi konflikty. Jeśli trudno jest to zrobić samemu warto skorzystać z pomocy psychologa i terapii małżeńskiej lub mediatora, który zajmuje się podobnymi sprawami. Dołączył: 2016-02-04 Miasto: Gdańsk Liczba postów: 497 12 maja 2020, 21:33 Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? Dołączył: 2017-01-02 Miasto: Wyspy Kokosowe Liczba postów: 377 12 maja 2020, 21:43 Mój kupuje wszystko co tam sobie uwidzę, bo wie, że ze mną nie wygra. 😂 Dołączył: 2011-04-20 Miasto: Stuttgart Liczba postów: 1004 12 maja 2020, 21:48 U nas to jest tak że on mnie namawia żebym sobie coś kupiła, bo ja uważam na każdy grosz Dołączył: 2016-10-02 Miasto: Na Koncu Zoltej Drogi Liczba postów: 307 12 maja 2020, 22:04 Duze rzeczy typu meble, elektroniczne sprzety, samochody, dluzsze wyjazdy ustalamy wspolnie (ale nie na zasadzie ze ja sie pytam o pozwolenie tylko ustalamy ze potrzebne i wybieramy co i za jaka kwote). Mniejsze rzeczy w tym ubrania, buty, fryzjerzy, zabawki dzieci, ksiazki czy perfumy czy mniejsze sprzety domowe kazdy kupuje wg wlasnych potrzeb i danej sytuacji w budzecie, nikt nikogo nie pyta ani nie rozlicza. Tak bylo jak mielismy bardzo malo i tak jest teraz kiedy mamy wieksza swobode w wydatkach. Calkowicie sobie ufamy w tej kwestii (i w kwestii rozsadku co do ilosci wydatkow). Do codziennego uzytku mamy 1 wspolne konto i 2 "osobiste" ale oboje mamy dostep do wszystkich kont z tym ze glownie kozystamy z wlasnych. Zasadniczo nie mamy odzielnych pieniedzy i sprawdza sie to od kilkunastu lat czyli praktycznie od kiedy zamieszkalismy razem - nigdy nie bylo zadnych nieporozumien w temacie pieniedzy miedzy nami. Fochow tez :DZ moim przedostatnim EX mielismy wszystko oddzielnie (jego zyczenie i on ukrywal swoj stan konta i zarobki - obstawialam ze byly mniejsze niz moje) a i tak non stop byly klotnie i kontrole z jego strony moich wydatkow z mojego konta (!) ale on juz taki typ co mial obsesje na tym punkcie. Edytowany przez 12 maja 2020, 23:03 Dołączył: 2017-01-13 Miasto: Liczba postów: 3835 12 maja 2020, 22:06 O wydatkach raczej ja decyduję. 4 lata byłam w domu z dzieckiem i również mąż się nie wtrącał w wydatki, nic nie wydzielał, nie kontrolował , co uważałam za stosowne to kupowałam nawet gdyby to miała być 40 sukienka to mąż nic nie mówił. Natomiast ja raczej jestem z tych rozsądnych i nie wydaję dużo, często kupuję po okazyjnych cenach i 100 razy się zastanowię zanim wydam pieniądze. To raczej ja co miesiąc przeglądam ile i na co wydajemy. Z 2 razy może była taka sytuacja , że pojawiły się nowe okoliczności i nie do końca byliśmy pewni przyszłości finansowej , wtedy mąż tylko prosił, żebym chwilowo kupowała najpotrzebniejsze rzeczy i tyle. Dołączył: 2011-06-03 Miasto: Warszawa Liczba postów: 735 12 maja 2020, 22:08 Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? Żadnego rozliczania. Ani ja jego, ani on wie czego potrzebuje/ co chce/ o czym marzy/ co jest niezbędne ... i tyle. Dołączył: 2018-10-05 Miasto: Happy Place Liczba postów: 2911 12 maja 2020, 22:10 ale jak mógłby się fochac? Zarabiam to wydaje na co chce, dorosła jestem. większe wydatki uzgadniamy. Ja męża tez nie rozliczam. Dołączył: 2010-01-03 Miasto: Panama Liczba postów: 10677 12 maja 2020, 22:25 Nie ma u nas w ogóle takiego tematu, jak wzajemne rozliczanie się z osobistych wydatków. Oboje jednak jesteśmy z tych rozsądnych, a styl życia, który wiedziemy od kilku lat, w sposób naturalny zrobił z nas minimalistów. Musiałam rozliczać i kontrolować swojego pierwszego męża. Okropne to było i nie wyobrażam sobie już takiej sytuacji w swoim życiu. Dołączył: 2007-02-06 Miasto: Liczba postów: 10562 12 maja 2020, 22:33 KiedysBedeMama napisał(a):Pytanie do żon. Jakie podejście mają Wasi mężowie do wydawanych przez Was pieniędzy? Czy rozliczają Was z "każdego grosza" czy niekoniecznie pilnują na co wydajecie? Czy fochaja się jak sobie kupicie nowa rzecz ? nigdy nie musialam sie tlumaczyc, fakt ze tez pracowalam, ale gdybym zajowala sie dziecmi, dbala o dom a maz by pracowal to tez nie widze powodu do fochowania. Jesli jest sie razem, dba sie o dobro obojga to nie ma miejsca na jakies rozliczanie i fochy. Mam w rodzinie takiego agenta u ktorego musiala prosic na rajstopy, wspolczuje, i nie to nie jest normalne. Jesli pytasz na forum to juz oznacza ze zle sie z tym czujesz i powinniscie szczerze porozmawiac o swoich potrzebach - tych wspolnych i tych "swoich",kazdy jakies ma. Dołączył: 2012-02-20 Miasto: Sosnowiec Liczba postów: 2224 12 maja 2020, 22:37 Wydzielamy sobie co miesiąc z mężem "kieszonkowe" - taką samą kwotę co miesiąc i z tych pieniędzy się nie rozliczamy. Reszta idzie na wspólne konto. Teoretycznie jest OK, ale jednak to ja jestem bardziej oszczędna. Mąż mi niczego nie zalluje, mówi wręcz "no kup sobie tą sukienkę!". „Jeszcze ryżem sypną na szczęście; Gości tłum coś fałszywie odśpiewa; Złoty krążek mi wcisną na rękę; i powiozą mnie windą do nieba...". Następnego dnia rano przychodzi jednak myśl – „Boże i po co to wszystko? Tyle kasy na to poszło! Tyle jedzenia się zmarnowało. Po co nam trzy odkurzacze, cztery serwisy do kawy i kto dał tę pustą kopertę?”. Pocieszają się jednak, że Panu Młodemu smoking się przyda (?), suknię ślubną odda się do wypożyczalni, rodzice jakoś spłacą kredyt wzięty na organizację wesela, a oni przecież wyjeżdżają do Grecji na miodowy tydzień, więc jakoś to będzie! Mają trochę pieniędzy z kopert, babcia obiecała im zapisać swoje mieszkanie, a kuzyn z Warszawy obiecał, że załatwi Panu Młodemu dobrą pracę w stolicy. Póki co, pomieszkają trochę u rodziców, zanim staną na nogach i kupią mieszkanie Znam wiele takich historii. Oczywistym nietaktem byłoby rozmawianie z Młodą Parą o finansach w trakcie wesela, a po weselu też nikt nie chce psuć im optymistycznego nastroju. Oni sami też ze sobą wcześniej nie rozmawiali o pieniądzach. Zakochani w sobie po uszy, obydwoje w różowych okularach nie potrzebowali do szczęścia zbyt wiele. Poza tym rozmawianie o pieniądzach przed ślubem jest zarówno dla narzeczonych, jak i ich rodziców trudne i niezręczne. Nikt nie chce takimi rozmowami obdzierać miłości z romantyzmu. To wszystko się jednak zmienia po ślubie. Może się bowiem rychło okazać, że pieniądze zupełnie „się nie trzymają” Pana Młodego, a koledzy mówią o nim „mało zarabia – żyje jak hrabia”. Ma nie spłacony kredyt na samochód, debet na kartach, a dotacja na założenie działalności gospodarczej (czytaj: interes życia) też mu się rozpłynęła. W dodatku nie ma dla niego w okolicy wystarczająco dobrej pracy, honor zaś nie pozwala mu na podjęcie pracy fizycznej. Jego babcia, jak na swój wiek, cieszy się nadspodziewanie dobrym zdrowiem i zapewne dożyje stu lat, więc wizja mieszkania dla nowożeńców staje się bardzo odległa. Tak samo odległa, jak obiecana praca w Warszawie. Panna Młoda zaś pracowała przy truskawkach w każde wakacje już od 12 roku życia. W liceum dawała korepetycje i pomagała matce w opiece nad młodszym rodzeństwem, gdy ojciec pracował po 12 godzin dziennie. Późnej wyjeżdżała za granicę, by na zmywaku zarobić na studia. Ma stałą pracę i liczy, że dostanie kredyt mieszkaniowy. Uzbierała już na używane autko. Czy będzie im łatwo w życiu z tak różnym stosunkiem do życia, do pracy, zarabiania pieniędzy, oszczędzania? Czy miłość wystarczy? Czy spotkali przed ślubem mądrego życiowo, życzliwego dorosłego, który porozmawiał z nimi o czekających ich wyzwaniach? Czy wiedzą ile pieniędzy będą potrzebować do życia, jeżeli zamieszkają w wymarzonej Warszawie? Sprawdźmy więc tylko pobieżnie miesięczne wydatki. - Miesięczne koszty utrzymania dla 2 osób 1500,00 zł - Kredyt mieszkaniowy 1000,00 zł - Czynsz, media, telefony komórkowe 1000,00 zł - Rozrywka, kultura, sport 300,00 zł - Paliwo i utrzymanie samochodu, parkometry, komunikacja 500,00 zł - Wyjazd na wakacje 300,00 zł Razem miesięcznie daje to kwotę minimum 4600,00 zł (!), przy założeniu, że mają bezpłatną służbę zdrowia, nie kupują żadnego wyposażenia do mieszkania, jeżdżą starym samochodem, ubierają się w second-handach i wyjeżdżają tylko na 10 dni wakacji. Po dwóch latach pojawia się na świecie pierwsze dziecko i pierwszy poważny kryzys w młodej rodzinie. Jeśli mama pójdzie na urlop macierzyński ich dochody gwałtownie spadną. Jeżeli chce wrócić szybko do pracy zapłaci opiekunce 15 zł/h. Jeżeli nie wróci dość szybko – może się okazać, że nie będzie miała gdzie wrócić. Będzie lżej, jeżeli dziecko pójdzie do przedszkola i będzie to przedszkole publiczne. Przedszkole prywatne lub prywatny żłobek to wydatek ok. 1000,00 zł. A co będzie, gdy pojawi się drugie dziecko? Strach pomyśleć! To może w ogóle się nie żenić, nie wychodzić za mąż, nie mieć dzieci, skoro to takie trudne, tym bardziej, że wokół kryzys, a perspektywy gospodarcze nieciekawe? Nic bardziej błędnego! Świat jest piękny i stoi przed Wami otworem. Warto jednak rozmawiać o sprawach, które dla pokolenia naszych rodziców były wstydliwe. Może dlatego, że wszyscy byli biedni, a państwo mocno opiekuńcze. Przed ślubem nie rozmawiało się o pieniądzach. Zaczynało się o nich rozmawiać dopiero przed rozwodem. Warto jednak i trzeba rozmawiać o finansach w małżeństwie jeszcze przed jego zawarciem. Dla społeczeństw o wiele zamożniejszych od naszego są to sprawy zupełnie naturalne. Nic złego w tym, że spojrzymy na nasz związek jak na małą firmę, która nie dość, że musi utrzymać się na rynku, to jeszcze powinna generować zysk na przyszłość. Na edukację dzieci, na opiekę nad waszymi rodzicami i na waszą emeryturę. Stwórzcie więc wasz własny biznesplan na 5, 10, 20 i 30 lat. Wystarczy do tego kalkulator, szczerość i życzliwość. Od czego zacząć? Od waszych doświadczeń rodzinnych. - Jaki stosunek do pracy, zarabiania i wydawania pieniędzy mają wasi rodzice. - Jakie są wasze życiowe priorytety i jakie macie marzenia? - Jakie cele krótkoterminowe, średnioterminowe i długoterminowe sobie stawiacie. - Co dla każdego z was oznacza „bezpieczeństwo finansowe” i „niezależność finansowa”? Następnie należy sobie szczerze odpowiedzieć na pytanie: czy macie chociaż podstawową wiedzę o zarządzaniu finansami? Jeśli nie, a przecież nie wszystkie szkoły tego uczą, poproście kogoś życzliwego o pomoc. Kogoś, kto wyjaśni Wam, co to jest kredyt, odsetki, zdolność kredytowa, hipoteka, karta kredytowa i debetowa, wspólność majątkowa, dywersyfikacja ryzyka, biznesplan, ubezpieczenie na życie, itp., itd. Bogatsi już o taką wiedzę porozmawiajcie na następujące tematy: - W jaki sposób będziecie podejmować ważne decyzje finansowe? - Jakimi aktywami (oprócz miłości) dysponujecie na starcie? - Na czyją pomoc możecie liczyć, w jakim zakresie i na jak długo? - Czy wasze wykształcenie daje gwarancję znalezienia dobrze płatnej pracy? A może trzeba zainwestować w siebie i zdobyć inny zawód? - Praca dla kogoś, czy własna działalność? - Praca w Polsce czy za granicą? Plusy, minusy, zagrożenia dla waszego związku. - Gdzie będziecie mieszkać? Zbudujecie dom czy kupicie mieszkanie? Kredyt, a może lepiej wynajmować? Ile to będzie kosztować? - Kredyt hipoteczny w złotówkach, euro, frankach? Ile wynosi wkład własny? - Jak sobie poradzicie gdy, nie daj Boże, jedno z was straci pracę albo zachoruje? Jaki będzie plan awaryjny? - Kiedy planujecie dziecko/dzieci? Co z karierą zawodową? Urlop macierzyński czy tacierzyński? Babcia? - Jak zachować równowagę praca-życie i czy w ogóle jest to możliwe? - Czy to trudne dla mężczyzny, jeżeli ona zarabia więcej? - Czy potraficie odróżnić potrzeby od zachcianek? Czy ulegacie reklamie i presji zakupów? - Czy umiecie zaplanować swój budżet? - Czy potraficie oszczędzać? Oszczędzać czy inwestować? Granice ryzyka inwestowania. - Czy oprócz wspólnego konta będziecie mieli swoje oddzielne konta bankowe? - Czy ubezpieczenie się to strata pieniędzy? - Wakacje w Polsce czy za granicą? - Auto nowe za gotówkę czy na kredyt, a może używane? To wszystko przy założeniu, że obydwoje „nie macie nic prócz dwojga rąk”, albo na starcie macie mało i mniej więcej po równo. To, że dzisiaj jesteście „biedni jak dwie myszy kościelne” nie wyklucza tego, że za 10 lat będziecie zamożną, kochającą się rodziną. Ważne, by już teraz wyznaczyć sobie cele i ustalić zasady. Sytuacja komplikuje się bardzo, gdy nie rozmawiacie o pieniądzach kiedy np. on jest księciem, a ty Kopciuszkiem. Bądź też ty księżniczką, a on biednym Szewczykiem Dratewką. Wtedy powinniście skorzystać z pomocy prawników, którzy zadbają o waszą bezpieczną i jasną przyszłość oraz o interesy Królewskiego Dworu. Dżentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach? Tak – robią to za nich prawnicy. A potem, jak to w bajkach - „żyli długo i szczęśliwie”. Fundacja „Rozwód? Poczekaj!”

pieniądze w małżeństwie psychologia